Wypływamy w morze! Relacja z wyjazdu na safari BDE c.d. 1szkoła nurkowania kraków

Wypływamy w morze! Relacja z wyjazdu na safari BDE c.d.

Nurkowe safari BDE relacji ciąg dalszy

Budzik dzwoni punktualnie o godzinie 5.30. Na łodzi wstajemy jako jedni z pierwszych. W oczekiwaniu na wschód słońca postanawiamy przejść się nieco po Port Ghaleb i zboczyć go przy świetle dziennym. Niestety to jest praktycznie jedyna możliwość, tym bardziej że powrót do mariny na zakończenie safari planowany jest w godzinach popołudniowych. Lokalni mieszkańcy, jak i turyści zamieszkujący w Port Ghaleb ewidentnie jeszcze śpią. Jesteśmy jedynymi spacerowiczami w marinie.

Wschód słońca w towarzystwie okazałych łodzi oraz architektury Port Ghaleb jest majestatyczny. Promienie słońca odbijają się od białych połaci łodzi oczekujących na zgodę na wypłynięcie w morze. Falująca tafla wody co jakiś czas jest przecinana przez pływające zodiaki. Nie trzeba było długo czekać na wypłynięcie z portu pierwszej łodzi safari. Spacerując o poranku zastanawiamy się kiedy to my wypłyniemy z portu, bo chęć zanurkowania na rafach Morza Czerwonego narastała w nas z każdą chwilą. Zbliżając się na naszej łodzi zauważamy wyraźne nawoływanie. Nastała chwila konsternacji. Czy to jest obsługa naszej łodzi? Wszystko na to wskazuje, tym bardziej, że nikogo innego oprócz nas w marinie nie było. O kurczę! Zaraz wypływamy, także na naszą łajbę wracamy co sił w nogach.

safari bde
Wschód słońca w Port Ghalib

Długo nie musieliśmy czekać na to, aby dwa potężne silniki diesla zostały uruchomione przez naszego kapitana. Choć do momentu uzyskania zgody na wypłynięcie minęła jeszcze chwila, to nasze umysły były już pod wodą. Nagle na pokładzie ewidentnie widać poruszenie wśród obsługi. Cumy zostają poluzowane, a my nareszcie wypływamy na Morze. W końcu, ileż można było na to czekać?! Nasze marzenia się spełniają, a oddalająca się linia brzegowa jest najlepszym tego dowodem.

Zaraz po wypłynięciu z bezpiecznego portu Morze Czerwone wita nas dosyć dużymi falami. Z trudem przemieszczamy się po pokładzie, a nasze błędniki ewidentnie muszą się przestawić na tryb morski.  Po około 30-minutowym rejsie dopływamy do pierwszego miejsca nurkowego o nazwie Marsa Shouna. Wraz z naszą jednostką pływającą, w tym rejonie cumuje jeszcze kilka łodzi. Miejsce to, z uwagi na małe głębokości oraz spokojne wody, wybrane zostało na tzw. check-dive. Jest to nic innego jak nurkowanie sprawdzające, a także weryfikujące umiejętności nurków. Podczas tego nurkowania, dobrze jest zadbać o to, aby wyważyć się w sposób prawidłowy. Później jest to ciężko zrobić, bo kolejne nurkowania odbywają się przeważnie w nieco trudniejszych warunkach.

Zanim jednak uradowani wskoczymy do wody, czeka na nas jeszcze… briefing. Jak się później okazuje, to najdłuższa odprawa nurkowa podczas całego rejsu. Zasady poruszania się po łodzi, zasady bezpieczeństwa, przedstawienie załogi, formalności, papierki… bezpieczeństwo ponad wszystko! Po skończonej odprawie i podzieleniu na grupy A i B, wciąż musimy czekać. Czekać na to, aż grupa A, czyli ta międzynarodowa, wejdzie jako pierwsza do wody.

safari bde
Zodiaki ciągnięte za macierzystą łodzią Sea Serpent podczas safari nurkowego Brothers Daedalus Elphinstone

Nadeszła upragniona i długo wyczekiwana chwila

Nareszcie zakładamy na siebie pianki, sprzęt do nurkowania i wskakujmy do wody. Jako pierwsze miejsce nurkowe odwiedzamy Marsa Shouna North i realizujemy nurkowanie z naszej macierzystej łodzi. Ach, cóż to za cudowna chwila móc znowu zanurzyć się pod powierzchnią wody! Choć początkowo wizura jest kiepska, z uwagi na bardzo dużą zawiesinę piasku w wodze, kompletnie nam to nie przeszkadza. Liczy się tylko to, że jesteśmy pod wodą.

Pierwsze nurkowanie jest nieco chaotyczne. Ktoś ma za mało balastu, kto inny ma go za dużo, inny nie może się zanurzyć (choć przed chwilą był z nami przy dnie), a komuś przecieka maska. Tak to już zwykle bywa. Nowe środowisko,  trochę stresu i drobne problemy powodują, że każdy potrzebuje dłuższej chwili na ogarnięcie siebie i tego co się dookoła dzieje.

Nurkowanie samo w sobie nie należało do trudnych i wymagających, jednak pozwoliło każdemu z nas nieco się rozruszać i przyzwyczaić do nowych uwarunkowań środowiskowych. Bardziej niż na oglądaniu rybek, większość z nas skupiała się na tym, aby ogarnąć pływalność, przypomnieć sobie rozmieszczenie poszczególnych elementów sprzętu i przede wszystkim poznania podwodnego wyglądu wszystkich uczestników naszej wyprawy. Na koniec nurkowania zostaliśmy poproszeni przez naszego przewodnika o wypuszczenie bojki dekompresyjnej. Miało to na celu pokazanie swoich umiejętności zarówno z puszczania bojki, jak i koordynacji wzrokowo-ruchowej.

No cóż, dużo można by na ten temat napisać, a jeszcze więcej mógłbym o tym powiedzieć z punktu widzenia instruktora. Jednak ograniczę się tutaj do krótkiego, dobitnego stwierdzenia: jak zwykle nikt nie słucha moich rad. Wystarczyłoby puścić bojkę na koniec każdego (daj Boże) albo chociaż co drugiego nurkowania i po całym nurkowym sezonie, puszczenie bojki byłoby zwykłą formalnością. A tak, trudna sztuka puszczania bojki dekompresyjnej komuś poszła lepiej, komu innemu nieco gorzej, a innemu.. nie wyszła całkiem 😉

Drugie nurkowanie na Marsa Shouna

Po około dwóch godzinach przerwy i szybkim lunchu wracamy z powrotem pod wodę. Tym razem wypływamy zodiakiem nieco dalej od macierzystej jednostki. I to jest strzał w przysłowiową dziesiątkę! Miejsce w którym mieliśmy możliwość wykonania drugiego nurkowania tego dnia to Marsa Shouna South. Nurkowanie odbyło się przy niewielkiej ścianie rafy koralowej opadającej do około 20-25 metrów głębokości i następnie delikatnie się wypłaszczającej. Woda w tym miejscu jest już całkowicie przejrzysta, z dala od brzegu i płycizny, nie ma drobnego piasku unoszącego się w wodzie. To jest to co tygryski lubią najbardziej i przede wszystkim nurkowanie w Egipcie, jakie wielu z nas pamięta. Relaks trwa w najlepsze, a temu wszystkiemu towarzyszą żółwie morskie.

Pod wodą czas szybko leci, czego już niejednokrotnie mogliśmy doświadczyć. Przewodnik zaczyna wszystkich wypytywać o ilość dostępnego powietrza w butlach. Po zachowaniu i niezbyt tęgich minach naszej nurkowej ekipy wiemy już, że za chwilę bojka deko poszybuje na powierzchnię, wykonując tym samym „taxi call”. I tak też się dzieje. Bojka zostaje wystrzelona na powierzchnię wody, a dosłownie za chwilę pojawiają się dwa zodiaki gotowe zabrać nas na Sea Serpent.

Po drugim nurkowaniu czekają na nas snacki, które mają delikatnie stłumić małego głoda przed kolacją. Prawdę powiedziawszy, nie czujemy głodu praktycznie wcale. Kto by się przejmował jedzeniem, jak pod naszymi stopami jest tyle do zobaczenia. Panie, dawaj Pan butlę, a najlepiej to dwie i wchodźmy do wody! Tak, to głosy naszej wyobraźni, która domaga się tak wielu nurkowań, jak to jest tylko możliwe. Przed nami jeszcze trzecie, nocne nurkowanie. Odbywa się ono Marsa Shouna North, czyli dokładnie w tym samym miejscu, w którym zrobiliśmy nurkowanie numer jeden. No cóż, nie oczekujemy cudów, spodziewamy się jakie może być to nurkowanie, ale mimo wszystko nie odpuszczamy. W końcu przyjechaliśmy tutaj po to, aby nurkować.

Wypływamy w morze! Relacja z wyjazdu na safari BDE c.d. 2szkoła nurkowania kraków
Zółw morski na Marsa Shouna South.

Gdzie jest moja latarka?! Nurkowanie nocne czas zacząć

Ilość chętnych osób na nurkowanie nocne chyba przerosło oczekiwania naszych przewodników. Cała dziewięcioosobowa grupa Just Dive postanowiła zanurkować nocną. Grupa międzynarodowa również zdecydowała się na nurkowanie nocne i tego dnia również zaczynała jako pierwsza. Z uwagi na dużą ilość chętnych musieliśmy się podzielić na kilka mniejszych grupek, tak abyśmy w wodzie nie tworzyli jednej wielkiej latarni. Grupa A weszła do wody około 20 minut przed nami, więc nie musieliśmy się martwić, że się na nich natkniemy podczas podwodnej przygody. W 3-osobowych grupach wskoczyliśmy do wody i daliśmy nocnego nura w ciemnych wodach Morza Czerwonego.

Podczas nocnego nurkowania mieliśmy możliwość oglądania polujących skrzydlic, zabawy z dużą ilością krewetek, a także przyjrzeniu się nieco bliżej rafie, która jeszcze kilka godzin wcześniej tętniła życiem. Co ciekawe, krewetki nie były widoczne na pierwszy rzut oka, gdyż pod wodą są przeźroczyste, a jedyny sposób żeby je zauważyć, to przyświecenie latarką i uważna obserwacja, czy coś przypadkiem nie zaświeciło się jak brokat. Najwięcej krewetek zaobserwowała osoba, która zamykała naszą grupę (damn it!), a stało się tak dlatego, że nieśpiesznie płynęła i pilnowała reszty, co pozwoliło jej na obserwację nocnego podwodnego życia.

W pewnych miejscach krewetek były dziesiątki! Niesamowity widok, uwierzcie mi! Błyszczące pancerze i długie wąsy wystające z rafy to naprawdę niecodzienne doświadczenie. Niektóre ryby spały w zakamarkach rafy koralowej, a inne wyruszały na nocne polowanie. Cóż, nie było to co prawda najlepsze nocne nurkowanie jakie miałem możliwość wykonywać, niemniej jednak bardzo się cieszę, że na nie poszedłem.

Po kolacji spędziliśmy jeszcze nieco czasu w swoim towarzystwie na dzieleniu się wrażeniami po nurkowaniu, rozmowach, żartach i snuciu opowieści, po czym przyszedł czas na błogi sen, którego nam ewidentnie brakowało w ciągu ostatnich dni. Z samego rana zaplanowane było wypłynięcie na rafę Elphinstone, a poza tym byliśmy umówieni też na wschód słońca, więc tym bardziej pasowało się nieco przespać…

Wypływamy w morze! Relacja z wyjazdu na safari BDE c.d. 3szkoła nurkowania kraków
Czapla siwa towarzysząca nam podczas nocnego postoju na Marsa Shouna

C.D.N

Znajdziesz nas również w serwisach społecznościowych:
Facebook: www.facebook.com/NurkowacKazdyMoze
Instagram: www.instagram.com/just_dive
LinkedIn: www.linkedin.com/company/just-dive/

0 komentarze/y

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *