Dzień bez nurkowania nie musi być dniem straconym

Dzień bez nurkowania nie musi być dniem straconym, zwłaszcza na Bahamach

Po 18 wspaniałych i udanych nurkowaniach, z czego 2 ostatnich z liczną grupą przeróżnych rekinów, czekał nas dzień suszenia sprzętu oraz odpoczynku. Jak każdy nurek wie, 24h przed lotem nie wolno nurkować, mimo tego, że bardzo by się chciało, bo po takich nurkowaniach czuje się naprawdę ogromny niedosyt. Chce się zobaczyć więcej i więcej podwodnego świata, a co ciekawe, jeszcze więcej rekinów, gdyż są to zwierzęta naprawdę fascynujące i piękne. W ten dzień pozwoliliśmy sobie na odrobinę więcej snu, gdyż dzień zapowiadał się na długi i męczący. Czekało nas pakowanie i ponowne martwienie się, czy zmieścimy się w 23 kilogramach bagażu rejestrowanego. Po śniadaniu wybraliśmy się do miasta i na plażę, aby choć trochę wyrównać opaleniznę, gdyż byliśmy opaleni ‘na nurka’ albo ‘na budowlańca’, jak kto woli.

Od rana po niebie przewalały się deszczowe chmury, ale wciąż było bardzo gorąco. Zrobiliśmy jeszcze drobne zakupy, pokręciliśmy się po centrum Nassau, a w międzyczasie padało aż 5 razy! Dodam, że trafiliśmy w porę huraganową, ale żaden z nich nas nie dosięgnął, chociaż dało się odczuć, że gdzieś krążą. Trafiliśmy na przepiękną plażę, na której spędziliśmy popołudnie. Było upalnie i gorąco, woda była turkusowa, a piasek drobny jak mąka. Ostatnie dwa dni ocean był jak tafla, co dodatkowo potęgowało doznania wizualne.

Ostatni zachód słońca, ostatnia kąpiel i kilka zdjęć na pamiątkę

W pewnym momencie spojrzeliśmy na zegarki i stwierdziliśmy, że nadszedł czas na powrót i zrobienie tego co konieczne, czyli spakowanie się na dobre. Jak sami wiecie, pakowanie się na podróż powrotną jest najgorsze. Nikt wtedy nie patrzy na składanie ubrań w kostkę i wrzuca jak popadnie. Niestety, my nie mogliśmy sobie na to pozwolić. Sprzęt nurkowy musi być naprawdę dobrze złożony, aby wszystko się pomieściło. Ostatecznie waga przy obu walizkach pokazała pełne 23 kilogramy, co sprawiło, że poczuliśmy ogromną ulgę. Cała reszta razem z elektroniką trafiła do bagażu podręcznego, który zdecydowanie przekraczał limit wagowy, ale na szczęście nikt tego nie sprawdza.

Około godziny 17 wybraliśmy się na plażę Love Beach, która była nieopodal. Wzięliśmy ze sobą aparat, drona i lokalne piwo, aby zakończyć pobyt w wymarzonym miejscu i godnie pożegnać się z wyspą. Tego dnia był odpływ, dlatego też ocean był spokojny, więc naszym oczom ukazała się szeroka plaża, na której rozłożyliśmy ręcznik i postanowiliśmy złapać kilka ostatnich kadrów do naszej bahamskiej galerii.

Nad naszymi głowami latały samoloty dowożące turystów na wakacje, a także lokalnych wracających z pracy. Lotnisko choć nieduże, przyjmowało naprawdę zadziwiającą ilość samolotów. Po udanym dniu, wróciliśmy na kolację i z żalem poszliśmy spać, wiedząc, że na drugi dzień czeka nas kilkanaście godzin w podróży powrotnej do domu. Niestety, wszystko co dobre kiedyś się kończy.

0 komentarze/y

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *