Zwiedzanie Nassau

Rekonesans i podróż do Nassau Downtown

Następnego dnia, budziki obudziły nas kilka minut przed godziną 7, ponieważ o 7 miało być gotowe śniadanie. Jakież było nasz zdziwienie, gdy zeszliśmy na dół i zobaczyliśmy pusty stół oraz panią, która nie wierzyła, że się pojawiliśmy o planowanej godzinie. Była równie zdziwiona jak my, ponieważ na Bahamach czas płynie zupełnie inaczej i nikt się nigdzie nie spieszy. Śniadanie było typowe dla wszystkich hoteli, a w zasadzie hosteli. Bułki, serki, dżemy, płatki, owsianki i tym podobne jedzenie. Skromnie, ale było to na tyle syte, że wystarczyło nam do obiadu. Po śniadaniu zrobiliśmy na miejscu rekonesans w poszukiwaniu sklepu spożywczego i wyruszyliśmy złapanym busikiem do Downtown. Sama podróż do Downtown zajęła nam około 15 minut. Kierowca autobusu był bardzo zaciekawiony naszą obecnością w Nassau. Jak się dowiedzieliśmy sam pochodził z Jamajki (czyli rzut beretem), a na Bahamy przeprowadził się ze swoją rodziną w celu znalezienia lepszej pracy. Za podróż zapłaciliśmy po 2 dolary amerykańskie. Na Bahamach lokalną walutą jest dolar bahamski, który wymienny jest z dolarem amerykańskim w stosunku 1:1. Można płacić posługując się dwiema walutami naprzemiennie i zdarza się tak, że reszta jest również wydawana w dwóch walutach. Jakby nie patrzeć jest to kolejne nowe doświadczenie z cyklu "co kraj to obyczaj".

Gdy dotarliśmy do Downtown, zwiedziliśmy nieco starą część miasta oraz okolice portu, do którego przybijają największe wycieczkowce świata. W rejonie portu było bardzo dużo knajp i restauracji, które kusiły przechadzających się turystów, aby weszli do środka. Wśród turystów nie zabrakło również rozbestwionej i upojonej alkoholem młodzieży, która śpiewem i krzykiem dawała o sobie znać na ulicach Nassau. Odwiedziliśmy słynny pchli targ, na którym można kupić wszystko i nic oraz udaliśmy się na słynną Paradise Island, gdzie luksus i bogactwo wzajemnie przepychają się ze sobą. Sama wyspa jest mała i w dużej mierze ogrodzona przez hotele lub prywatne posesje. Niestety nie ma możliwości zwiedzenia jej w całości. Wszystko możemy zobaczyć tylko z zewnątrz, również słynny hotel Atlantis. Trochę pokręciliśmy się głównych holach oraz kasynie Hotelu Atlantis i wróciliśmy do Downtown.

W poszukiwaniu przejściówki elektrycznej

Po dotarciu do celu naszej podróży wpadliśmy w szał pamiątkowych zakupów. W sumie to stwierdziliśmy że jest to idealny moment na takie zakupy tym bardziej, że kolejne 5 dni spędzimy na nurkowaniu. Wydaje mi się, że w tym miejscu warto jest wspomnieć o przejściówkach do gniazdek elektrycznych. O ile samo napięcie nie będzie stanowiło większego problemu dla naszych urządzeń elektrycznych, tak rozstaw nóżek we wtyczce do kontaktu już tak. Na Bahamach mamy system amerykański, czyli z dwoma płaskimi bolcami, o dosyć wąskim rozstawie. Niestety nasze europejskie wtyczki nijak nie chcą spasować i zmuszeni jesteśmy do użycia adapterów.

Po długich poszukiwaniach sklepu elektrycznego, udało nam się znaleźć miejsce gdzie takie adaptery były dostępne. Znajduje się ono tuż przy dworcu autobusowym. Tylko nie myślcie sobie że jest to dworzec taki jak w Europejskich krajach. Jest to po prostu wyznaczone miejsce na bocznej ulicy z napisem BUS na jezdni. Tadam! Taki mamy klimat na Bahamach. Jeśli możecie to weźcie przejściówki ze sobą, a na pewno zaoszczędzicie sporo czasu na ich szukanie na miejscu. My za jedną sztukę przejściówki zapłaciliśmy 6 USD.

Czas zjeść coś... lokalnego!

Okupieni w pamiątki, z adapterami do gniazdek elektrycznych udaliśmy się na poszukiwanie obiadu. Nasz wybór padł na restaurację Conch N' Kalik Bar And Grill, która znajdowała się przy samym Pompey Museum. Zdecydowaliśmy się na zamówienie tradycyjnego bahamskiego jedzenia  - a przynajmniej tak wynikało z karty, którą dostaliśmy. Wzięliśmy m.in. smażoną rybę ze smażonymi bananami oraz ślimaki o wdzięcznej nazwie conch . I teraz będzie ciekawostka. Na pewno każdy z was, kto był nad morzem (albo na chińskim bazarze) kojarzy ogromne, piękne, ogromne muszle z jasnoróżowym środkiem. Z zewnątrz muszla jest bardzo rozbudowana, często z wieloma szpiczastymi odrostami. Kojarzycie, prawda? Jeśli nie to jako pomoc dydaktyczno – naukową zamieszam poniżej poglądowe zdjęcie.

Jest to nic innego jak miejsce bytowania ślimaka podoskrzelnego. Czego? No właśnie też jest mi ciężko sobie wyobrazić tego ślimaka, jednak mogę wam powiedzieć, że smakuje wyśmienicie! Polecam każdemu i to z całego serca. Ogólnie nie jesteśmy przyzwyczajeni do jedzenia takich rzeczy ale naprawdę warto ich spróbować. Ja jestem ogromnym fanem szeroko rozumianych owoców morza i jem je zawsze gdy tyko mam ku temu możliwości. W tym miejscu powiem jeszcze co nieco o bananach. Banany które były podane jako dodatek do naszego jedzenia, były zupełnie inne w smaku niż te które spotkamy w Europie. Banany były małe, krótkie i pełne słodyczy. Ich aksamitna struktura rozpływała się w ustach. I nawet ku naszemu zdziwieniu bardzo dobrze komponowała się do całości dania.

Queen's staircase - schody Królowej

Schody Królowej zlokalizowane są w historycznym kompleksie Fort Fincastle. Choć mieści się on około 20 minut piechotą od głównej promenady miasta, traktowany jest jako główny punkt orientacyjny. Schody zostały wykute przez niewolników w latach 1793 - 1794 i składają się aż z 66 stopni. Według miejskich zapisków, schody te zapewniały bezpośrednie połączenie pomiędzy Fort Fincastle a portem Nassau. W późniejszych latach schody te zostały nazwane na cześć Królowej Wiktorii, która panowała w wielkiej Brytanii przez 64 lata, od 1837 do 1901 roku. Kilka lat temu ścieżka, która prowadziła do schodów, została wybrukowana. Niestety na skutek przeprowadzonych prac, pod asfaltem został schowany jeden stopień i teraz widocznych jest tylko 65 stopni.

Miejscowi kulturyści urządzają sobie w tym miejscu treningi, ćwicząc mięśnie nóg i tułowia. Podczas naszej wizyty, niejednokrotnie wchodzili i schodzili na wspomniane schody, często omijając kilka stopni. Myślicie że jest to bułka z masłem? Nic bardziej mylnego! W miejscu tym panuje iście tropikalna wilgotność, powietrze jest rozgrzane i w ogóle się nie porusza. Trudno jest o jakikolwiek, nawet najmniejszy podmuch wiatru. Wszystko to razem sprawia, że w tym miejscu ciężko jest nawet stać, nie mówiąc już o wykonywaniu ćwiczeń fizycznych.

Samo miejsce jest dosyć urokliwe i warte odwiedzenia. W tym miejscu spotkamy również drobne grupy lokalnej ludności, która będzie próbowała sprzedać nam kubek wody, pamiątki lub wypożyczyć do zrobienia sobie zdjęcia kostium iście z karnawału w Rio de Janeiro. Podejrzewam, że niejeden polski ślubny fotograf chętnie zrobił by tam sesję plenerową dla swoich klientów;)

Fort Fincastle

Fort znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie Schodów Królowej, dlatego też postanowiliśmy odwiedzić to miejsce. Sam fort, nie robi raczej wielkiego wrażenia, tym bardziej, że rozmiary fortyfikacji nie są ogromne i tak powalające jak np. w krajach europejskich. Wiem, że tutejsze budowle miały odpierać ataki w dużo mniejszej skali, niemniej jednak moim zdaniem jest to miejsce do jednokrotnego zobaczenia. Fort Fincastle podobnie jak Schody Królowej został zbudowany z cennego na ówczesne czasy wapienia. W roku 1793 fort został umieszczony na szczycie Bennet's Hill aby chronić historyczne miasto Nassau oraz jego port. Fort wybudowano pod rządami gubernatora Johana Murraya, zwanego również hrabią Fincastle. Co ciekawe, fort został postawiony w kształcie parowozu. Być może dla budowniczych faktycznie był podobny do jednego z parowozów, jednak ja podobieństwa w nim nie widzę. Przynajmniej na tą chwilę.

Bus STOP please!

Po obiedzie jeszcze chwilę pokręciliśmy się po okolicy i busem wróciliśmy do naszego hostelu. To co od razu rzuca się w oczy, to fakt, że nie ma tutaj przystanków autobusowych. Tzn. znaki są ale generalnie nikt nie zawraca na to uwagi. Autobus zgarnie nas z każdego miejsca na drodze. Wystarczy tylko , że machniemy ręką i za chwilę będziemy w środku pojazdu. Czasem nawet kierowca sam się zatrzyma i zapyta nas czy nie potrzebujemy podwózki. A co jeśli chcemy wysiąść? Wystarczy tyko że powiemy magiczne słowa :”Bus stop” i już. Zatrzymujemy się w dowolnie wybranym przez nas miejscu na drodze. Nieźle, prawda ? My też skorzystaliśmy z tych magicznych słów i wysieliśmy bezpośrednio przy bramie wjazdowej do naszego hotelu.

Tego dnia udaliśmy się jeszcze na plaże Love Beach, gdzie wykąpaliśmy się w oceanie. Trzeba dodać że przy dosyć mocno wzburzonym oceanie bo tego dnia wiał bardzo silny i porywisty wiatr. Sama plaża charakteryzowała się bardzo drobnym złotym piaskiem. Jak do tej pory to podobny widziałem tylko na Saharze. Niestety same plaże  w tym miejscu są dosyć wąskie, co przy połączeniu ze wzburzonymi wodami może skutecznie utrudniać kąpiele słoneczne. Poza tym plaża znajduje się na północnej stronie wyspy, co tym bardziej może, choć nie musi utrudniać opalanie. Woda w ocenie była ciepła, jak na moje oko miała około 27-29 stopni. Ciekaw jestem co następnego dnia powiedzą nasze komputery nurkowe. Sprawdzimy to i już nie możemy się doczekać! A tu jeszcze cała noc przed nami.

JET LAG

W zasadzie to może i dobrze, że mamy jeden dzień na odpoczynek, bo po całej podróży jet lag oraz ogólne zmęczenie jest odczuwalne. Na razie nie mamy z tym jakiegoś wielkiego problemu ale czujemy jego ciągłą obecność. Około godziny 15 lokalnego czasu, czyli godziny 21 w Polsce, chce nam się spać. Akurat tego dnia nie mieliśmy kawy pod ręką, więc tym bardziej ciężko było utrzymać powieki na swoim miejscu. No ale mamy nadzieję, że po kolejnej nocy nasze organizmy przestawią się na tryb pracy w nowych godzinach. A teraz przyszedł czas na kolację oraz wymarzony sen. Jutro budziki nastawiamy na godzinę 6.30, by mieć trochę więcej czasu w zapasie na śniadanie, gdyby okazało się, że o godzinie 7 znów go nie będzie. Jednak mamy nadzieję, że do Pani z hotelu dotrze, że jesteśmy z Europy i trzymamy się wyznaczonej pory. Dodatkowo po śniadaniu trzeba spakować sprzęt nurkowy i o 8.00 jedziemy do bazy nurkowej. W planie mamy 4 nurkowania. Mega!

0 komentarze/y

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *