Wyjeżdżamy na nurkowanie w nieznane…

Dzień 0.

Nastał dzień 0, czyli dzień naszego wyjazdu. Jak zwykle towarzyszy nam lekki niepokój związany z kilkoma rzeczami. Pierwsze pytanie które nasuwa się nam na myśl, to czy wszystko wzięliśmy. I bynajmniej nie chodzi nam o rzeczy osobiste typu ubrania czy buty lecz... o sprzęt do nurkowania. Trochę paradoksalne myślenie ale w końcu to wyjazd na nurkowanie, a nie zwiedzanie. Szybka kontrola spakowanego sprzętu, z wykorzystaniem check list. Stary, sprawdzony sposób z odhaczaniem pozycji z listy zawsze się sprawdza. OK. Wszystko wskazuje na to, że sprzęt nurkowy jest w całości przygotowany. No to teraz trzeba to jakoś spakować. Jakoś, bo sprzęt zajmuje najwięcej miejsca w walizce. Podróżujemy ze standardowymi walizkami "wakacyjnymi". Wiecie, taki typowy zestaw trzech walizek. My zabieramy tę największą oraz najmniejszą, jako bagaż podręczny.

Sprzęt nurkowy jest, teraz cała reszta

Jeżeli myślicie, że w tym momencie przejdziemy do pakowania ubrań, to jesteście w błędzie. Kolejną ważną rzeczą, jest tzw. elektronika. Kamera, aparat, obudowy wodoszczelne, dron, karty pamięci, uchwyty do kamer, oświetlenie podwodne, ogniwa zasilające, ładowarki. Oczywiście nie może zabraknąć gimbala, małego notebooka, oraz zewnętrznego dysku. Od jakiegoś czasu zawsze biorę ze sobą małego dziesięciocalowego notebooka oraz dysk zewnętrzny. Nie ma nic gorszego niż utrata części lub całości materiału zarejestrowanego podczas wakacji lub wyjazdu. Przeżyłem ten koszmar na własnej skórze, podczas wyjazdu na nurkowanie do Marsa Alam w Egipcie. Podczas próby kopiowania zdjęć i filmów z karty pamięci do komputera po powrocie do domu, karta uległa awarii. Nic nie udało się z niej odzyskać... Dzisiaj się już z tym pogodziłem ale ówczesny ból i rozpacz z utraty fotograficznego dobytku był ogromny.

Jeszcze tylko zamknąć walizki

Walizki już z trudem się zamykają, mamy tylko nadzieję, że zamki nie strzelą. To byłaby prawdziwa katastrofa tym bardziej, że nie mamy żadnej zapasowej walizki w zanadrzu. No dobra, teraz trzeba tylko spakować wspomniane już wcześniej rzeczy osobiste. Jedziemy na tydzień plus 2 dni musimy doliczyć na podróż. Jakby nie było to mamy kawałek drogi do naszego celu podróży. Mimowolnie, gdzieś z tyłu głowy krążą nam myśli, żeby tylko samolot się nie spóźnił. I to na żadnym odcinku naszej podróży, bo to jest kwestia kluczowa. Oczywiście mamy zapas w postaci kilku "luźnych" godzin pomiędzy przesiadkami, ale wiecie... Nie zawsze wszystko jesteśmy w stanie przewidzieć. Szybka ocena sytuacji ile tak naprawdę potrzeba nam ubrań. W zasadzie to niewiele. Bierzemy po 3-5 koszulek, 2 sztuki krótkich spodenek, klapki, kąpielówki, bieliznę i kilka kosmetyków.

W zasadzie to niewiele, prawda? Ale tak jak już wspomniałem, jedziemy na nurkowanie, a nie na zwiedzanie. No dobra, na zwiedzanie też ale tego podwodnego i wyjątkowego świata.

Chwila prawdy...

Limit bagażu jaki nas obowiązuje to 23 kg na bagaż rejestrowany oraz 10 kg na bagaż podręczny. Do kontroli wagi naszych bagażów posłuży nam zwykła podręczna waga turystyczna, którą rzecz jasna zabieramy ze sobą. Bo z powrotem też pasuje sprawdzić, czy nasze walizki zbytnio nie przytyły po naszych wojażach. Skala wagi rośnie co raz szybciej w górę, aż w końcu zatrzymuje się na wartości 21 kilogramów. uff... mieścimy się. Ale zaraz, zaraz, przecież są do spakowania jeszcze płetwy! I tym właśnie sposobem wskazania naszej wagi zatrzymują się na wartości 22 kilogramów z delikatnym haczykiem. Na styk! Chciało by się rzec: "Jestem mistrzem pakowania się na wyjazdy". Z racji mojej nabytej i trochę wrodzonej skromności - nie zaprzeczę :).

Paszporty, wszystkie dokumenty związane z naszą podróżą są spakowane i wrzucone w jedno miejsce. Żeby panował jakiś względny porządek. Myśli w naszych głowach kłębią i przewalają się niczym morska piana na wzburzonym morzu. Piękna metafora, prawda? Wszystko w walizkach jest ładnie poukładane, wszystko jest na swoim miejscu. I ta myśl... żeby tylko podczas kontroli bezpieczeństwa za bardzo się nikt nie doktoryzował nad tym co mamy w walizkach i nie zmuszał nas do wypakowania całej elektroniki. Bo wtedy zator na security check jest gwarantowany. I to taki na kilkanaście minut. Przecież jak inni podróżujący będą musieli czekać, aż my się z tym wszystkim odgrzebiemy, to nas zjedzą żywcem.

Checked and ready to go!

Ale dobra, zostawmy te problemy na godzinę 5:00, bo wtedy też mamy zbiórkę na lotnisku. Ostatnie telefony do innych osób które z nami lecą, ostatnie wzajemne sprawdzenie czy wszystko jest i można iść spać. O kurczę, a ubezpieczenie nurkowe? Uff.. na szczęście jest już wykupione w DAN czyli Divers Alert Network. Ze szczegółowymi warunkami ubezpieczenia oraz porady jak to zrobić możecie zapoznać się klikajac na ten link.

Aha... czy wspominałem już gdzie lecimy? Nie? No to zostawiam Was w niepewności, a na rozwiązanie tej zagadki będziecie musieli jeszcze chwilkę poczekać... 😉 Zapytacie zapewne: ile? Trudno powiedzieć. Wszystko zależy od tego, kiedy będziemy mieli dostęp do internetu i uda nam się zamieścić nowy post z naszej wyprawy. Na pewno po powrocie do domu udostępnimy Wam pełną relację z wyjazdu:)

0 komentarze/y

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *